Psychologia społeczna

Aleksandra Hankiewicz

 

Dlaczego ludzie pomagają innym?

 

 „Nie interesuje mnie,  dlaczego człowiek oddaje duszę diabłu. Chcę wiedzieć, dlaczego czyni dobrze(tutaj i gdzie indziej)lub przynajmniej czuje, że powinien.”

       Vaclaw Havel, 1982

 

Na pewno wiele razy słyszeliśmy zdanie: ”Ten człowiek to ma złote serce, tyle robi dla innych i nie oczekuje niczego w zamian.” Należałoby się jednak zastanowić czy tak faktycznie jest, czy rzeczywiście pomagamy innym całkiem bezinteresownie i w ogóle dlaczego to robimy, co decyduje o naszym zachowaniu prospołecznym. Osobiście spotykam wiele różniących się od siebie opinii. Niektórzy uważają, że dziś nic nie robi się z pobudek altruistycznych, każdy tylko dba o własne korzyści. Są i tacy, którzy twierdzą, że ze złotym sercem trzeba się po prostu urodzić. Trudno jednak odpowiedzieć jednoznacznie dlaczego pomagamy innym. Może to wynika z naszego człowieczeństwa?  Dlaczego więc w pewnych sytuacjach w ogóle nie reagujemy, nie chcemy pomóc, nieludzko odwracamy się od tych , którzy błagają o ratunek. Takie zachowanie jest ostatnimi czasy bardzo powszechne. Więc co nami kieruje, co sprawia, że jedni poświęcą własne życie by ratować innych, drudzy natomiast przejdą obojętnie obok najbardziej potrzebujących.

Na początku zajmijmy się genezą zachowań prospołecznych. Istnieją pewne teorie, które w różny sposób wyjaśniają dlaczego ludzie pomagają innym. Pewna grupa psychologów twierdzi, że „pomaganie jest instynktowną reakcją wspierania osobników podobnych do nas pod względem genetycznym oraz, że w toku rozwoju genetycznego wykształciliśmy normę wzajemności.”[1] Jest to tzw. socjobiologia czyli perspektywa, w ramach której zjawiska społeczne tłumaczy się, stosując prawa teorii ewolucji, sformułowane przez Karola Darwina. Zgodnie z tą teorią „istnieje tendencja do przekazywania z pokolenia na pokolenie tych genów, które pomagają nam przeżyć i wydać na świat potomstwo.”[2] Socjobiolodzy, aby wyjaśnić mechanizm prospołecznych zachowań, posłużyli się pojęciem dobór krewniaczy. Jest to koncepcja, zgodnie z którą zadania jednostki mające na celu ochronę życia spokrewnionych z nią osób są utrwalane poprzez mechanizm naturalnej selekcji. Chętniej pomożemy osobom spokrewnionym z nami. Chronimy ich tak, aby nie stało się im nic złego. „Ponieważ dzielimy z nimi część posiadanych genów, to im bardziej jesteśmy pewni ich przeżycia, tym są większe szanse, że nasze geny ujawnią się w przyszłych pokoleniach.”[3] Genetyczne podobieństwo możemy odkryć także w osobach nie spokrewnionych z nami, czego dowodzi Rushton. „Na przykład wspólne geny ujawniają się często w fizycznych, łatwo zauważalnych cechach(dotyczy to m.in. oczu, włosów, koloru skóry).Na tej podstawie możemy rozpoznać naszych genetycznych pobratymców i zachowywać się w kontaktach z nimi w inny sposób, np. oferując im pomoc.”[4] Inną przyczyną zachowań prospołecznych wg socjobiologii, jest norma wzajemności. Zakładamy, że inni będą nas traktować w ten sam sposób w jaki my ich traktujemy . Na przykład jeżeli pomożemy jakiemuś człowiekowi, to oczekujemy, że on odwdzięczy się nam w przyszłości tym samym. „Pomogę ci teraz, ale pod warunkiem, że ty oddasz mi podobną przysługę, kiedy ja będę potrzebował pomocy.” Norma wzajemności nabrała tu znaczenia dla przetrwania człowieka, więc została uwarunkowana genetycznie. Podsumowując, socjobiologia twierdzi, że decydujący wpływ na zachowania prospołeczne ma selekcja rodowa i normy wzajemności.

Wielu jednak psychologów nie zgadza się ze stanowiskiem socjobiologów. Odejdźmy więc od genetyki i Darwina. Jedna z najważniejszych teorii psychologii społecznej, teoria wymiany społecznej, mówi, że „często działamy powodowani dążeniem do maksymalizacji zysków i minimalizacji kosztów.”[5] Psycholodzy stwierdzili, że podstawową właściwością człowieka jest troska o własny interes. W relacjach społecznych usiłujemy zmaksymalizować stosunek społecznych zysków do kosztów. Każda bowiem sytuacja, w której udzielamy pomocy, zawsze niesie za sobą pewne zyski i straty. Irving Piliavin, Judith Rodin i Jane Piliavin przedstawili w ogólnym zarysie koszty i zyski ponoszone w przypadku udzielenia pomocy jak i jej nie udzielenia. Mogą być one natury psychologicznej, jak i rzeczowej. Pomagając „zyskujemy lepsze samopoczucie, inni myślą o nas pozytywnie, wiemy, że uczyniliśmy właściwą rzecz.”[6] W teorii wymiany społecznej należy wziąć pod uwagę trzy przypadki, dzięki którym zachowania społeczne mają wartość nagradzającą. Po pierwsze jest to wcześniej już wspomniana norma wzajemności. Postępujemy tak, jak chcemy, żeby inni postępowali wobec nas. Po drugie, gdy komuś pomagamy to jednocześnie pozbywamy się pewnego dyskomfortu związanego z przyglądaniem się cudzemu nieszczęściu. Po trzecie, pomaganie może nieść za sobą pewne uznanie, czy też różnego rodzaju gratyfikacje. „Chęć człowieka do udzielenia pomocy zmniejsza się w wypadku wysokich kosztów,(...) wzrasta natomiast w wypadku wysokich zysków.”[7] W ten sposób teoria wymiany społecznej podważa pomoc innym z pominięciem własnego interesu. Jak powiedział La Rochefoucald:” Co wydaje się wspaniałomyślnością, często nie jest niczym więcej jak zamaskowaną ambicją.”[8]

Przedstawione wyżej poglądy wydają się odbierać zachowaniom prospołecznym ich głębszy, bardziej ludzki wymiar. „C. Daniel Batson zdecydowanie promuje pogląd, że ludzie udzielają pomocy innym z dobroci swych serc.”[9] Stworzył on hipotezę empatii-altruizmu. Zgodnie z nią udzielimy komuś pomocy, jeśli tylko doświadczymy empatii wobec osoby potrzebującej, czyli jeśli będziemy umieli postawić się na jej miejscu i odczuć podobne emocje. Jeśli jednak nie doświadczymy empatii, wtedy główną rolę zaczną odgrywać prawa wymiany społecznej(zyski i koszty udzielonej pomocy). Jednak jedynie w ramach hipotezy empatii-altruizmu możemy wyjaśnić akty całkowitego poświęcenia dla innych, kiedy ktoś oddaje własne życie, aby ratować innych. „Problem bezinteresowności naszego działania w wypadku udzielenia pomocy drugiej osobie doprowadza do fascynującego pytania o strukturę ludzkich motywacji, pytania wciąż ponawianego przez psychologię.”[10]

Każde z wymienionych wcześniej trzech podejść ma żarliwych zwolenników i oponentów. Jednakże nie są one jedynymi czynnikami determinującymi działania pomocne. Osobiście uważam, że nie da się udzielić jednoznacznej odpowiedzi dlaczego pomagamy. Wszystko jest tu względne. Czynnik, który u jednej osoby jest decydujący, u drugiej prawie wcale nie ma wpływu na działania prospołeczne. Można by po trosze wziąć z każdej teorii i połączyć je. Uważam, że dopiero wszystkie razem tworzą pewną całość, a radykalne popieranie tylko jednej jest raczej bezcelowe. W każdej z nich bowiem znajdują się pewne niedociągnięcia. Geny całkowicie nie mogą determinować działania człowieka, ponieważ środowisko także gra tu znaczną rolę. Nie powinno się także traktować ludzi jak bezwzględne maszyny kalkulujące zyski i starty płynące z udzielania pomocy. Jednakże nie można także powiedzieć, że każdy człowiek jest altruistą.

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Na ulicy w środku miasta siedzi na ławce płaczące dziecko. Jest kompletnie zdezorientowane i roztrzęsione. Obok przechodzą ludzie. Zastanówmy się kto będzie bardziej skłonny podejść do dziecka i spytać co się stało. Wydaje mi się, że w tej sytuacji częściej zatrzymywałyby się kobiety. Myślę, że dlatego ,bo mają one większy kontakt z dziećmi. Zauważyć można na tym przykładzie, że płeć często determinuje nasze działania. Są sytuacje, w których kobiety nie umieją przejść obojętnie, natomiast mężczyźni nawet nie zauważają problemu, i na odwrót. Sądzę, że kobiety są jednak większymi altruistkami, niż płeć przeciwna. Prawdopodobnie jest to kwestia wychowania, tradycji czy obyczajów. Dziewczynkom zawsze wpaja się zasady, że powinny być czułe, delikatne, wrażliwe, chłopcy natomiast twardzi i nieugięci. Dlatego też utarło się, że jak kobieta pomaga komuś to albo ma dobre serce, albo jest naiwna. Mężczyzna z kolei, udziela pomocy , bo gra przysłowiowego ”supermena”, albo widzi w tym jakiś grubszy interes. Rzadko się zdarza na przykład, aby w ośrodkach pomocy społecznej pracowali mężczyźni. Może po prostu nie wytrzymaliby presji jaką wywiera taka praca na człowieka. Potrzeba tam bowiem dużo cierpliwości, samozaparcia, pewnej odporności psychicznej, a uważam, że w tym kobiety są mistrzyniami. Wydaje mi się, że mężczyźni pomagają trochę na pokaz. W ogóle o chyba wszyscy lubią być zauważani i doceniani, więc często choćby z tego powodu pomożemy komuś. Oczywiście to nie jest reguła, bo nie można wszystkich osób podporządkować jednemu schematowi.

To czy komuś pomożemy, czy nie zależeć będzie na pewno od tego, w jakim środowisku się wychowaliśmy. Bardzo ważne jest tu oddziaływanie rodziny na młodego człowieka. Jeśli dziecko rozwija się w atmosferze ciepła, miłości i wzajemnej pomocy to w przyszłości zaowocuje to większą skłonnością do wspierania potrzebujących. Taka osoba będzie miała zakodowane, że trzeba pomagać i to będzie dla niej naturalne. Natomiast dziecko żyjące w rodzinie, w której brak jakiegokolwiek porozumienia i uczucia, może wyrosnąć na człowieka o twardym charakterze i nie będzie zbyt chętny do działań prospołecznych. Tacy ludzie właśnie zazwyczaj przeliczają zyski i straty. Nie tylko rodzina ma wpływ na to jak się będziemy zachowywać w przyszłości. Dziś ogromne znaczenie ma także towarzystwo w jakim przebywamy, nasi znajomi i przyjaciele. Oni także wywierają, pozytywny lub negatywny, wpływ na nasz system wartości. Na przykład w wielkich blokowiskach bardzo łatwo zauważyć plątające się grupki dzieciaków, które są dosyć nieprzyjaźnie nastawione do społeczeństwa. Stąd bierze się późniejsza zbuntowana młodzież, która skłonna raczej jest do bijatyk i awantur niż pomagania. Oczywiście tu także nie chcę generalizować problemu. Jeśli bowiem mamy ukształtowany charakter i posiadamy własne zasady, to nacisk środowiska nie zmieni nas, chyba, że sami będziemy tego chcieli.

Zdarza się też tak, że ktoś ma po prostu wrodzoną osobowość altruistyczną. Jest pogodny i zawsze chętny do pomocy. Nie wiadomo skąd, ale takie osoby mają niewyczerpany zapas energii i ciągle chcą działać. Są to tak zwani „społecznicy”, którzy niejednokrotnie poświęcają się dla innych. O nich można powiedzieć, że działają z dobroci serca. Ale i największemu altruiście zdarzają się gorsze dni. Niewątpliwie nasze samopoczucie jest także odpowiedzialne za to co robimy i  jaki sposób. Nie sądzę, aby osoba, która na przykład boryka się z brakiem pieniędzy, niezapłaconymi rachunkami i problemami w pracy, miała ochotę pomagać przy zbieraniu śmieci w swoim mieście. Uważam to za normalne, ale niestety ludzie są mało wyrozumiali wobec siebie. Często więc pomimo złego humoru decydujemy się coś zrobić, pomóc przy jakichś pracach. Niestety jednak ta praca jeszcze bardziej nas przytłacza i zazwyczaj jest bardzo niechlujna. Moim zdaniem złe samopoczucie trzeba przeczekać, a dopiero potem wkraczać do akcji.

Dziś niestety zauważam u ludzi coraz większą obojętność na problemy innych. Parzymy ciągle na siebie i ignorujemy niejednokrotnie wołanie o pomoc. Wydaje mi się jakby wracały czasy II wojny światowej, kiedy ludzie umierali w obozach koncentracyjnych, z tym, że teraz dbamy, aby nasze „niepomaganie” było humanitarne. Może to takie czasy, a może trochę fantazjuję, ale mam nadzieję, że się wkrótce obudzimy i zaczniemy widzieć potrzeby innych. Ale nie mogę też wszystkich tak oceniać. Mamy wiele przypadków kiedy ludzie poświęcają swoje zdrowie, a nawet życie, aby kogoś uratować. Trudno jednak wyjaśnić dlaczego te osoby postąpiły tak, a nie inaczej. Słyszymy opinie, że oni po prostu nie myślą o tym co robią w danej chwili, bez zastanowienia wchodzą do płonącego budynku i ratują mieszkańców. Uważam, że każdy na swój sposób powinien pomagać. Na pewno bez tego żyłoby się o wiele gorzej. Zwykły uśmiech do drugiej osoby może być ogromnym wsparciem. Mamy różne predyspozycje, żyjemy w innych środowiskach i z innymi ludźmi, ale warto czasem usiąść i zastanowić się tak jak Swetoniusz. „Gdy w czasie wieczerzy zdał sobie sprawę, że tego dnia nie zrobił nic, aby komuś pomóc, powiedział to chwalebne i godne zapamiętania zdanie: Przyjaciele, straciłem ten dzień.”

 

Aleksandra Hankiewicz

[1] Aronson E., Wilson T. D., Akert R. M.: Psychologia społeczna. Serce i umysł. Poznań: 1997, s. 446.

[2] j. w., s. 446.

[3] j. w., s. 456.

[4] j. w., s. 456.

[5] j. w., s. 457.

[6] j. w., s. 458.

[7] j. w., s. 460.

[8] j. w., s. 460.

[9] j. w., s. 461.

[10] j. w., s. 466.

ALEKSANDRA HANKIEWICZ ma 20 lat, jest studentką  I roku psychologii stosowanej na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Ukończyła studium animacji kulturalnej.

___________________________________________________________________________________________

[Strona glowna] [Temat wydania] [Aktualności] [Psychologia społeczna] [Psychologia rozwojowa] [Psychoterapia] [Z pogranicza psychologii] [Język a świat] [Magdalena Nawrocka o depresji i nie tylko] [Hipnoza] [Spojrzenia] [Informatory] [Biblioteka psychologa] [Psychologia w Internecie] [Wieści z PTP] [Spotkania i konferencje] [Projekty badawcze] [Czat] [Współpraca] [Archiwum artykułów] [Redakcja] [Akty prawne]

© Copyright by Psychologia.vel.pl Marcin Zawojski

2001 - 2005

Wszystkie prawa zastrzeżone

webmaster