Z pogranicza psychologii

Jarosław Skurzyński

 

Dwie namiętności

Rzecz o miłości i przyjaźni

„W miłości pragniesz by ci wierzono,

w przyjaźni by cię rozumiano."

Marcel Achard

 

Wszem i wobec wiadomo, że ludzie uwikłani są w różne relacje między sobą. To nie podlega żadnej dyskusji. Jedną z takich relacji jest relacja przyjaźni. Przyjaźń między dwoma osobami tej samej płci bądź różnej. W przyjaźni nie jest istotna płeć (przynajmniej nie powinna być), nie mówię już tu o innych czynnikach różniących ludzi. W przyjaźni nie jest ważny stan majątkowy, zdrowotny czy też inny jakikolwiek stan. Przyjaźń jest jedynie relacją, można też powiedzieć stanem, między dwojga, ale nie koniecznie, ludźmi. Ja zajmę się tu przyjaźnią między dwoma osobami, przez co nie mówię, że nie istnieje możliwość, że może być przyjaźń między trzema, czterema... osobami. Po prostu chcę ułatwić sobie sprawę.

Zacznijmy od przypomnienia, że jest wiele miłości. Jest miłość matczyna, ojcowska, rodzicielska, platoniczna, partnerska (kobieta-mężczyzna, kobieta-kobieta, mężczyzna-mężczyzna) i jest miłość przyjacielska.

Czym więc jest ta przyjaźń? Nie mogę powiedzieć, że jedynie ową miłością, bo bym zbagatelizował problem, który chcę tu nakreślić. W związkach partnerskich tez nie chodzi tylko o miłość. Spróbujmy więc pokazać różnice między przyjaźnią a związkiem partnerskim. Powstają pytania: czy w związku, który „prowadzi do ołtarza" musi być przyjaźń?, czy przyjaźń to, to samo co związek wyżej wymieniony? Dlaczego ludzie chcą przyjaciół?

Czym przyjaźń się różni od związku? Każdy powie, że w przyjaźni nie powinien gościć seks, bądź pociąg seksualny. Przyznam tym osobom rację. Mamy pierwsza różnicę. Czy od przyjaciela możemy wymagać akceptacji? Każdy powie, że tak. I ja się z tym chyba także zgadzam. Czy możemy wymagać pomocy? I tu też się chyba zgodzę. Czy możemy wymagać obecności przyjaciela w codziennym życiu. A może też i na to się zgodzę. Dlaczego mam wątpliwości? Mam je dlatego, że tego samego możemy (musimy?) wymagać od osoby, z którą mamy zamiar wziąć ślub. Pojawia się problem.

Gdzie przyjaźń? Czy jest jakiś inny czynnik bardziej różniący niż seks te dwie relacje, o których tu próbuję mówić? Jak odróżniamy te dwie relacje, które zachodzą między ludźmi? Wiele pytań. Będzie mało odpowiedzi.

Akceptacja drugiego człowieka. O akceptacji człowieka, o której chcę tu mówić, jest akceptacją asertywną. Cóż to znaczy?! Nie raz słyszeliśmy od drugiej osoby: „zaakceptuj mnie taką (takim) jaką (jakim) jestem!" – i owszem! Ale czy to jest prawidłowe rozumowanie? Czy to oznacza, że mamy akceptować w drugiej osobie to, że ma np. chęć (albo pociąg) zabicia drugiego człowieka, bo ma on krzywy nos? Albo czy możemy akceptować w drugim człowieku to, że ma on jasne poglądy tyrańsko – ideologiczne? Czy możemy zgadzać się z tym i to akceptować? Jeśli tak, to ta osoba, w której akceptujemy te wszystkie jej poglądy, może nas za dwa dni zabić, bo nie będzie się jej podobało w jaki sposób my używamy sztućców. Czy tak być powinno? Nie. A czy tak jest? Tak. Oczywiście nie jest tak, jak w moich przykładach. Ale zdążają się związki, w których jedna osoba z nich nie akceptuje drugiej pod względem jej wyglądu. Tak bywa. Zdaje się, że odpowiedz jest jasna, co do asertywnej akceptacji drugiego człowieka. Nie powinniśmy mieć z tym problemów.

Powiedzieliśmy sobie, że człowiek nie może zabić drugiego człowieka ze względu na jego wygląd. Więc z tej konkluzji jasno wynika, że akceptujemy wygląd człowieka (czyli ww. powiedzenie „Zaakceptuj mnie takim jakim jestem" przemienimy na: „Zaakceptuj mój wygląd taki jaki jest"). Powiedzieliśmy także, że człowiek ma prawo do nie akceptacji...do nie akceptacji poglądów, które mogłyby zniewolić i dyktować innym warunki (nie mówię tu o akceptacji prawa danego kraju, bo to nie oto tu chodzi – załóżmy, że każdy kraj narzuca na ludzi takie prawo, które jest dobre dla ogółu, nie zajmujemy się w tej pracy dewiacjami władzy). Mówiąc jaśniej, nie możemy akceptować w drugim człowieku tego, że chce nas uczynić swoimi podwładnymi i czuwać nad naszymi ruchami i myślami (nasze powiedzenie brzmieć powinno: „Zaakceptuj moje myśli takie jakie one są" pod warunkiem, że... patrz wyżej). Po części zasady asertywnej akceptacji drugiego człowieka zostały już objaśnione.

Zajmijmy się teraz naszym podstawowym problemem, czyli akceptacja w przyjaźni. Czy możemy wymagać akceptacjo w przyjaźni? Proponuję zawęzić pytanie powyżej do takiego: czy możemy wymagać takiej samej akceptacji w przyjaźni i w miłości partnerskiej?

Aby odpowiedzieć na pytanie postawione w ostatnim akapicie, to musimy mniej więcej określić, czym jest ta nasza przyjaźń. Nie chcę się zajmować tu definicją przyjaźni, bo takowej, dobrej, jeszcze chyba nie mamy. Powiedzmy sobie, że przyjaźń jest dwupłaszczyznowa, a miłość jednopłaszczyznowa. Cóż to oznacza w moim rozumowaniu? Przyjaźń dwupłaszczyznowa to tyle, co budowanie „swoich światów" bez większego zwracania uwagi na to, gdzie znajduje się przyjaciel. Każdy z przyjaciół zakłada swoją rodzinę (to są owe „swoje światy") nie wliczając w nią swojego przyjaciela. Pomijam fakt, że istnieją tzw. „przyjaciele rodziny". Dwupłaszczyznowość przyjaźni polega na tym, że przyjaciele prowadzą jakby „dwa życia" – rodzinne i przyjacielskie (np. spotkania w pubie na piwie, wypady do teatru, kina itp.). Jednopłaszczyznowość związku partnerskiego polega na tym, że zawsze nasze osobiste życie łączymy z naszym partnerem (błahy przykład: przy wyborze mebli przeprowadzamy długie dyskusje na temat ich przydatności jak i dla jednego z partnerów tak i dla drugiego).

Przejdźmy teraz do odpowiedzi. Akceptacja w związku a w przyjaźni. Każdy powie, ze akceptacja powinna być jak w jednym tak i w drugim. Ale czy to nie są tylko nasze nabożne życzenia? Znanych jest nam na pewno wiele przykładów związków, które, pomimo że nie akceptują swoich zdań, są i istnieją. „Nie akceptuję twojego zdania na temat tego czynu, ale jestem i tak z Tobą, bo Cię kocham" – prosty przykład i każdy się z nim spotkał. Jeden z partnerów popełnia morderstwo a drugi go kryje. Dlaczego? Bo go kocha i nie chce, aby został zabrany do więzienia. Przypominam, że nie zajmujemy się w tej pracy etyką takiego a takiego postępowania. Czy w przyjaźni do czegoś takiego byśmy dopuścili. Może byśmy dopuścili, ale...

Zakładam, że przyjaźń jest wolniejsza. Nie jest ograniczona przez wiele „podrelacji", w które człowiek się wdaje z drugą osobą, z którą już w jednej nadrzędnej relacji jest. Powiem od razu, że w przyjaźni jest bardziej możliwa i bardziej częściej występuje ww. asertywna akceptacja.

Na czym ma polegać przyjaźń z punktu widzenia asertywnej relacji? Czy dopuszczalne jest w przyjaźni akceptowanie drugiego człowieka, który zabił? Czy akceptowalne w przyjaźni mogą być poglądy, które zniewalają drugą stronę w niej? – oto pytania, nad którymi trzeba się zastanowić w dalszej części tejże pracy.

Ważnym pojęciem, które teraz nam się pojawiło jest pojęcie „przyjaźni wolniejszej". Należałoby teraz to tu wyjaśnić. Powiedzieliśmy, że przyjaźń nie jest ograniczona przez tzw. podrelacje. Człowiek w przyjaźni ma mniej zobowiązań niż w związku partnerskim, co nie oznacza, że przyjaźń jest mniej wartościowa dla rozwoju psyche niż związek partnerski. W jednym i w drugim przypadku uczymy się odpowiedzialności za druga osobę. Odpowiedzialność owa jest różna w obydwu przypadkach. Nie będziemy zajmować się odpowiedzią na pytanie, w której z wymienionych relacji międzyludzkich owa odpowiedzialność przybiera na sile. Należy jedynie powiedzieć, że owa odpowiedzialność ściśle wiąże się z asertywną akceptacją drugiego człowieka.

Helena Oshiro pisze:

    Jesteś…

    Przyjacielem, ponieważ jesteś węzłem,

    który łączy, lecz nie zniewala.

    Przyjacielem, ponieważ jesteś podmuchem,

    Który uspokaja, lecz nie usypia.

    Przyjacielem, ponieważ jesteś bratem,

    który upomina, lecz nie upokarza.

    Przyjacielem, ponieważ jesteś wzrokiem,

    Który patrzy, lecz nie osądza.

    Przyjacielem, ponieważ jesteś ręką,

    Która prowadzi, lecz nie ciągnie na siłę.

    Przyjacielem, ponieważ jesteś oaza,

    Która pokrzepia, lecz nie zatrzymuje.

    Przyjacielem, ponieważ jesteś sercem,

    Które kocha, lecz nie zmusza.

    Przyjacielem, ponieważ jesteś czułością,

    Która chroni, lecz nie podporządkowuje (…).

  • Zwróćmy uwagę na delikatność różnicy między słowami łączyć a zniewalać, uspokajać a usypiać, upominać a upokarzać, patrzeć a osądzać, prowadzić a ciągnąć na siłę, pokrzepiać a zatrzymywać, kochać a zmuszać, chronić a podporządkowywać. Ileż razy człowiek nie zdaje sobie sprawy, że już nie upomina a upokarza. Należy zwrócić uwagę na te delikatności wymowy. Nie wiemy, kiedy przekraczamy granice. Przyjaźń je wyczuwa. I w tym leży moc przyjaźni. Nie ma mowy w przyjaźni o akceptacji czynów, które zniewalają i upokarzają.
  • Wolność przyjaźni polega na akceptacji błędów ale też na rozmowie o nich i próbie ich naprawiana, korygowania bez obawy, że przez to czar przyjaźni pryśnie. Przyjaźń to ciągła praca nad sobą samym i nad drugim człowiekiem. Bez popadania w tyranię i dyktowania warunków. W związku partnerskim nie jest to już tak prosta sprawa. W związku partnerskim korygowanie błędów może się przerodzić w nienawiść, co prowadzi do rozpadu. Mądrość przyjaźni polega na tym, że błędy i ich naprawianie zespala dwóch ludzi. Czym to może być spowodowane? Związek partnerski to jedność dwóch osób. Błędy ukochanej osoby nie są błędami tylko jednej z nich, a ich obydwóch. Ludzie w związku partnerskim to jedno ciało. Jeden duch. Jedna myśl. Przyjaźń to asekuracja. W związku partnerskim myśląc o błędach drugiej osoby mówimy także o swoich. Jakżeby to tak było, gdyby jedno ciało, jeden duch i myśl nie przyznawały się do swoich błędów? Jest to możliwe: duch myślał inaczej a ciało zrobiło inaczej, ale to ciągle jest jedno ciało i całość odpowiada za błędy jednego. Przyjaźń to dwa ciała, dwie myśli, dwa dychy. Każdy odpowiada za swoje błędy osobno. Kotarbiński pisze w Medytacjach o życiu godziwym tak: „Miłość to dwie dusze w jednym ciele, przyjaźń to dusza w dwóch ciałach" (str. 67). Ja powiedziałem troszeczkę więcej, że i duch i ciało są pomnożone w przyjaźni dwa razy. U Kotarbińskiego jasno wynika, że to dusza jest tym spoiwem łączącym dwóch ludzi. Co jest proste. Tzw. bratnia dusza w dwóch ciałach. Ja mówię, że przyjaźń to dwie bratnie dusze w dwóch ciałach. „Moja dusza jest podobna do twojej, kochany przyjacielu", co nie znaczy, że one są takie same, bo przecież wiemy, i o czym ja tu pisałem, że między przyjaciółmi też są kłótnie.

    Podsumujmy naszą wiedze. Miłość to dwie krople rosy, które zlewają się w jedno; przyjaźń, to dwie krople rosy wiszące na tym samym źdźble trawy, mające taki sam odcień, kształt, ale są od siebie oddzielone. Moim przesłaniem jest, abyśmy oddzielali przyjaźń od miłości. Nie zlewajmy ich w jedno. Mieszania szkodzą naturze. Delektujmy się miłością, czyli jednością i przyjaźnią, czyli dwoma oryginałami.

     

    JAROSŁAW SKURZYŃSKI jest filozofem. W 2004r. ukończył studia na  Wydziale Filozofii Uniwersytetu Szczecińskiego.

    JAROSŁAW SKURZYŃSKI jest filozofem. W 2004r. ukończył studia na  Wydziale Filozofii Uniwersytetu Szczecińskiego.

    ___________________________________________________________________________________________

    [Strona glowna] [Temat wydania] [Aktualności] [Psychologia społeczna] [Psychologia rozwojowa] [Psychoterapia] [Z pogranicza psychologii] [Język a świat] [Magdalena Nawrocka o depresji i nie tylko] [Hipnoza] [Spojrzenia] [Informatory] [Biblioteka psychologa] [Psychologia w Internecie] [Wieści z PTP] [Spotkania i konferencje] [Projekty badawcze] [Czat] [Współpraca] [Archiwum artykułów] [Redakcja] [Akty prawne]

    © Copyright by Psychologia.vel.pl Marcin Zawojski

    2001 - 2005

    Wszystkie prawa zastrzeżone

    webmaster