Temat wydania

Dominika Snoch

 

Szczęście jest w nas

 

 

   Wszyscy tak pragniemy szczęścia...wszystkim nam brakuje szczęścia...
 

– to fragmenty refrenu najnowszej piosenki Kasi Kowalskiej. Znamy go, nucimy pod nosem i...zgadzamy się ze słowami. Wyraża on bowiem jedną z ludzkich tęsknot – tęsknotę za szczęściem. Marzymy o nim, dzielimy się gdy nas spotka,  życzymy sobie go nawzajem. Ciekawe, że zazwyczaj o szczęściu mówimy w kontekście przeszłości lub przyszłości. Rzadko kiedy mówimy „Jestem szczęśliwa, szczęśliwy”. Dlaczego? Psycholodzy wciąż badają to zjawisko lecz ja, choć jestem jednym
z nich, odpowiedzi na to pytanie spróbuję poszukać w naszym codziennym życiu,
a nie w teoriach i wynikach badań.  

   Dla każdego z nas szczęście jest czymś innym, ponieważ każdy z nas jest inny. Stanowią je rzeczy małe (np. dobry humor, filiżanka kawy wypita w miłym towarzystwie, słońce za oknem) i wielkie (tj. pokonanie groźnej choroby, bogactwo materialne czy wspinaczka  po szczeblach kariery). Zapewne można byłoby stworzyć uniwersalną listę „uszczęśliwiaczy”, w której każdy znalazłby coś dla siebie. Dla mnie, od tego co nas uszczęśliwia, ważniejsze jest, w jaki sposób traktujemy i przeżywamy nasze szczęście, skoro tak często go nam brakuje i tak bardzo go pragniemy.

   Różnimy się częstotliwością odczuwania, a także sposobami osiągania szczęścia. Jednym z nas wystarcza delektowanie się naturalnym pobudzeniem organizmu, innym natomiast potrzeba zewnętrznych podniet. Za pomocą substancji psychoaktywnych (alkoholu,  narkotyków, leków) czy „życiem na wysokich obrotach” (m.in. przygodny seks), stymulują swój mózg do wydzielania neurotransmiterów: dopaminy – „substancji przyjemności” oraz serotoniny – substancji odpowiedzialnej za dobry nastrój. I w jednym i w drugim przypadku doznania są podobne. Mówimy wówczas o przyjemnym podnieceniu. Przepełnia nas radość, odczuwamy ulgę (gdy uda nam się osiągnąć cel), ogarnia nas błogi spokój i przeświadczenie o naszej wszechmocy. Ulegamy złudzeniu, że gotowi jesteśmy poradzić sobie z każdym przeciwieństwem losu. Niejednokrotnie mówimy Chwilo trwaj, jesteś tak piękna.
     Bo szczęście, o które zabiegamy to są tylko ulotne chwile. Nie możemy ich zatrzymać, ale możemy ich nie stracić. Pragniemy więc, aby trwały jak najdłużej, staramy się dokładnie je zapamiętać, wracamy do nich we wspomnieniach, wyczekujemy następnych. To są nasze marzenia, do spełnienia których niejednokrotnie dążymy całymi latami. Planując ich realizację aktywizujemy nasze zmysły, pobudzamy wyobraźnię do stworzenia ideału, nasycając go pozytywnymi emocjami i dobrym nastrojem. Wyobrażamy sobie, że gdy już będziemy mieć upragnioną rzecz, bądź pozbędziemy się przyczyny naszego złego samopoczucia (np. choroby czy braku pracy), ogarnie nas nieprzemijające poczucie szczęścia. Wierząc, iż z danej rzeczy będziemy cieszyć się dzień po dniu...zawsze, wpadamy  we własnoręcznie zbudowaną pułapkę.

     Spełnione marzenie, owszem może okazać się w rzeczywistości dokładnie takie jak wykreowała je nasza wyobraźnia, ale nie zapewni nam stałego  poczucia szczęścia. (Im wcześniej uświadomimy to sobie, tym lepiej). Cieszymy się z niego, ale nie tak długo jak byśmy chcieli. Łatwo przechodzimy nad nim do porządku dziennego, szybko przyzwyczajamy się, traktując jako coś zwykłego, oczywistego. Znowu więc wytyczamy kolejne cele, dopisujemy kolejne „uszczęśliwiacze” do naszej własnej listy.

Bywa też tak, że upragniony cel w zetknięciu z rzeczywistością okazuje się być szary, bezkształtny, nijaki i nie poprawia nam nastroju. Czasami wręcz nie zauważamy jego osiągnięcia. A przecież nie tak miało być!!! Jesteśmy zawiedzeni, czujemy się oszukani, gdyż w sferze marzeń nasz cel jest bardziej wartościowy, stanowi synonim szczęścia. Lecz to nie rzeczywistość pozbawia go szczęściodajnej mocy tylko nasza wyobraźnia, wraz ze zmysłami, tworzy ideał. Ulegamy zatem iluzji aksjomatu szczęścia i jego stałości (w czasie), tzn. ulegamy przekonaniu, że:

  • a) na pewno osiągnięcie danego celu przyniesie nam upragnione poczucie
  •     szczęścia,
  • b) zdobyte szczęście będzie trwało wiecznie, nikt nam go nie zabierze i nic nie zmąci.

   A może jednak istnieje sposób, by naturalnie (bez wspomnianych wcześniej „wspomagaczy”),  jak najczęściej czuć się szczęśliwym? Z całą pewnością tak! Gorące chwile radosnych uniesień mijają szybko i chcąc nie chcąc, musimy się z tym pogodzić. Możemy natomiast postarać się o przeżycia trwalsze lecz chłodniejsze. Każdy z nas bowiem szczęście nosi  w sobie. Od tego, ile go mamy,  zależy ile zauważymy go w innych ludziach, w otoczeniu i tym, do czego dążymy. Jeśli nie znajdziemy go w naszym wnętrzu, nie będziemy potrafili cieszyć się z tego, co posiadamy i do czego zmierzamy, a co jest poza nami (np. samochód, nowe meble czy egzotyczne wakacje) i w nas (np. zalety, zdrowie, zdolności, umiejętności wykształcenie).

Dostrzeganie i odczuwanie szczęścia jest pewną życiową postawą. To nasz sposób postrzegania siebie i świata. Warto ją w sobie wykształcić (wszak uczymy się przez całe życie) i zrobić z niej jak najlepszy użytek, po to, by nie czekając na schyłek życia i jego podsumowanie, móc już dzisiaj powiedzieć „Jestem szczęśliwa, szczęśliwy”. Żeby już nie stanowiło tylko tęsknoty lub wspomnienia lecz znajdowało się „w zasięgu ręki”. Przecież właśnie o to nam chodzi! Nie trzeba doświadczyć straty kogoś lub czegoś, by dojść do wniosku, że dopóki nie nastąpił ten fakt „byłam, byłem szczęśliwy”. Nigdzie nie jest ani powiedziane, ani napisane, że żyjemy po to, by się umartwiać.

   Jeśli nie odczuwamy szczęścia, to znaczy, że albo go nie widzimy, albo boimy się zapeszyć w obawie przed jego utratą. Nie wierzę bowiem, żebyśmy nie znaleźli  w sobie chociaż jednego powodu do jego odczuwania. Problem tkwi w tym, iż większość z nas wciąż chce więcej i więcej, a gdy to zdobywa...nie potrafi się z tego cieszyć. Być może dlatego, że samo dążenie do wyznaczonego celu, do zdobycia danej wartości, stanowi źródło radości, a być może powodem jest nasze wnętrze: puste, wyjałowione, pozbawione umiejętności dostrzegania i przeżywania szczęścia. Dlatego chcąc być szczęśliwym, wciąż chcemy więcej, a nasze „zdobycze” i tak nam go nie zapewniają.

   Obudźmy więc naszą naturalną radość życia. Nauczmy się doceniać to co mamy, to co udało nam się osiągnąć. Nauczmy się cieszyć z drobiazgów, bo to one tworzą całokształt naszego życia. Nie znaczy to, iż jestem przeciwna marzeniom czy wytyczaniu celów. Wręcz odwrotnie. Bez marzeń nasze życie byłoby ubogie i smutniejsze, a gdybyśmy nie stawiali sobie wciąż nowych celów, pozbawilibyśmy się możliwości doświadczania świata, a więc rozwoju. Chcę raczej powiedzieć, iż nie trzeba reżyserować sytuacji „szczęściotwórczych” i gromadzić przeróżnych „uszczęśliwiaczy”, by być szczęśliwym, bo jak się okazuje one nie zawsze przynoszą nam upragniony efekt. Ono czasami pojawia się niespodziewanie, zaskakuje nas znienacka. Tylko trzeba się na nie otworzyć, by móc je spostrzec i przyjąć. A to najwłaściwsze szczęście każdy z nas ma w sobie!

Odkrycia go w swoim wnętrzu życzę wszystkim, którzy w to nie wierzą.

 

 

Dominika Snoch

DOMINIKA SNOCH jest psychologiem. W czerwcu 2003 roku ukończyła studia na kierunku psychologia doradztwa zawodowego i organizacji na Uniwersytecie Łódzkim. Odbyła kilkumiesięczny staż zawodowy w firmie zajmującej się doradztwem personalnym.

___________________________________________________________________________________________

[Strona glowna] [Temat wydania] [Aktualności] [Psychologia społeczna] [Psychologia rozwojowa] [Psychoterapia] [Z pogranicza psychologii] [Język a świat] [Magdalena Nawrocka o depresji i nie tylko] [Hipnoza] [Spojrzenia] [Informatory] [Biblioteka psychologa] [Psychologia w Internecie] [Wieści z PTP] [Spotkania i konferencje] [Projekty badawcze] [Czat] [Współpraca] [Archiwum artykułów] [Redakcja] [Akty prawne]

© Copyright by Psychologia.vel.pl Marcin Zawojski

2001 - 2005

Wszystkie prawa zastrzeżone

webmaster