laik

 

W przypływie niekonieczności

Ciągle jest tak, że mówimy zbyt wiele, kiedy można powiedzieć o wiele mniej i na temat bez słów krzykliwych i raniących Tego Drugiego Człowieka. "Kochamy ciągle za mało i ciagle za późno", nie ważne, co znaczy "kochać", bo Każdy intuicyjnie wie, jak Tego Drugiego Człowieka obdarzyć "kochaniem" i miłością. Było kiedyś tak, że prawie niczego nie było, a później pojawiło się, nie nagle, a stopniowo - prawie wszystko to, co nas otacza. Każdy Jeden Człowiek, Każdy Drugi Człowiek, a nie Ludzie - Ludzie to rzecz zbędna, Człowiek (Ty, Ona, On, ja) jest tym Kimś, który jest. Nie, to nie jest chwalba na cześć Człowieka, bo człowiek jest taki, jakim sam się ukształtuje - może być złym i moze być dobrym (i ponownie Każdy z nas przecie wyczuwa intuicyjnie, co jest dobre a co jest złe, nie bawmy się więc w relatywizm!). Nie zawsze przecie jest tak, że potrafimy powiedzieć to, co czujemy, czasami mówimy to, co czuć byśmy chcieli, albo mówimy to, co czuliśmy. To tylko słowa, które nie zawsze znaczą to, co mówimy albo chcemy powiedzieć. Czasami chcemy dobrze - a wychodzi źle. Nie nasączam słów cyjankiem świadomie, bo słowa, z razu ciepłe, zamieniają się w lód i uderzają w serca Tego Drugiego Człowieka i łamią je. Boli wtedy. Przecie wiadomym jest, że nie ma jednej prawdy, która jak napuszony bożek gdzieś w świątyni stoi i z góry na nas spogląda i "za złe - karze, a za dobre - wynagradza". Prawd też nie jest tyle, ile jest Ludzi. Ale nie wnikajmy w prawdę, bo ją też wyczuwamy intuicyjnie. Nie, to nie jest chwalba na cześć ludzkiej intuicji. Tak, zabijamy się nawzajem, zagryzamy się ekspansją gospodarczą, przygniatamy kultury piękne i wolne, spluwamy na tych, którzy chcą być inni, depczemy po najbliższych i wyrzucamy śmieci w lesie. Tak, to prawda. Człowiek jest czasami wstrętny, okrutny, bezsensowny, rozpaczliwie nierozumiejący i nieznośnie głupi. Kamieniem go potraktowac? Zabić? "Ząb za ząb, oko za oko" ? Może jest to jakieś wyjście. Zawsze jest "jakieś" wyjście. Na jakiej podstawie, pytam, przywłaszczamy sobie prawo do odbierania czemukolwiek życia, które jedynie Naturze przysługuje? Prawo...piękna rzecz...ale ze strachu stworzona. Nie zawsze przecież jest tak, że człowiek jest celem, czasami jest tak, że człowiek jest środkiem - czy jednak na tej podstawie możemy zabić Tego Drugiego Człowieka? To pytanie retoryczne, tak jak wiele innych pytań. Czy musimy znać na nie odpowiedź? Jeden Człowiek wyrusza w świat z gotową odpowiedzią - ale nie zna do niej pytania; Drugi Człowiek wyrusza w świat z pytaniem - ale nie zna na nie odpowiedzi. Obydwoje umrą w niewiedzy. Zmarnują życie. Pełni jesteśmy jakichś lęków irracjonalnych, które, nie tyle co nam zatruwają życie ale je nam obrzydzają. Łatwo powiedzieć: "pozbądź sie ich!", kiedy myśmy się już z nimi tak zrośli, że choćby piwo nam zwietrzało, to nie potrafimy sie sami od nich odczepić. Racjonalizujemy, usprawiedliwiamy się na rzecz tych naszych lęków, a nawet zaczynamy je traktować jako naszych przyjaciół, o których nie wiemy, że one, to tylko quasi-przyjaciele, czyli, tak naprawdę, są jak psy wściekłe i koszmary nocne. Ale zło zazwyczaj jest pod płaszczykiem dobra. "Niech to wszystko szlag!" - mówię sobie czasami i idę dalej. Myślę wtedy, że jestem wspaniały, że przeciwstawiłem sie czemuś, że uwolniłem się od czegoś, a tak naprawdę, przecie, to jedynie usprawiedliwiam swój nędzny wybryk polegający na opuszczeniu wszystkiego, czego nie dokończyłem. Bo prawdziwie opóścić coś czy kogoś możemy tylko wtedy, kiedy to, od czego odchodzimy, jest skończone i nie potrzebuje naszych napraw i naszych rozwiązań. Prawdziwym opuszczeniem nie jest opuszczenie czegoś, co jest "zagmatwane" i niezrozumiane przez nas. Nie odchodźmy wtedy, kiedy coś jest nierozwiązane i jak węzeł tkwi gdzieś za nami, bo to wróci, albo my sami do tego wrócimy...niechcąco, przez przypadek. Ja nie uczę, bo i nie mam prawa, ja mówię to, czego doświadczyłem. Kłamstwa tez doświadczyłem i było jak malina z robakiem w środku...czasami zdarzało mi się na "malinobraniu" zeżreć taką malinę: usta się wykrzywiają, a wstrętny posmak (niby to kwaśny, niby to gorzki, niby to...) rozlewa sie po całym ciele. Zazwyczaj plułem na wszystkie strony, aby pozbyć sie takiej maliny. Takie jest kłamstwo. A najgorsze jest kłamstwo od najbliższych. Starczy, bo i tak już śmierdzący patos wziął górę...

Pozdrowienia załączam i idę napić się wina.

 

Zapraszamy do dyskusji!

Skomentuj ten artykuł, wypowiedz się na Forum dyskusyjnym. Zapraszamy!

___________________________________________________________________________________________

[Strona glowna] [Temat wydania] [Aktualności] [Psychologia społeczna] [Psychologia rozwojowa] [Psychoterapia] [Z pogranicza psychologii] [Język a świat] [Magdalena Nawrocka o depresji i nie tylko] [Hipnoza] [Spojrzenia] [Informatory] [Biblioteka psychologa] [Psychologia w Internecie] [Wieści z PTP] [Spotkania i konferencje] [Projekty badawcze] [Czat] [Współpraca] [Archiwum artykułów] [Redakcja] [Akty prawne]

© Copyright by Psychologia.vel.pl Marcin Zawojski

2001 - 2005

Wszystkie prawa zastrzeżone

webmaster