Psychologia społeczna

Jacek Zawadzki

 

Warszawa da się lubić?

 

   Jechałem dzisiaj, jak co dzień zresztą, przez naszą kochana Warszawę. Jak zwykle w pośpiechu, grzęznąc co i rusz na którejś z głównych arterii miasta. Najpierw Jerozolimskie aż od Łopuszańskiej, potem kawałek Grójeckiej i znowu Jerozolimskie. Nie jest to moja codzienna trasa, jako że staram się podróżować tak zwanymi opłotkami Warszawy, aby uniknąć takich postojów i tłoku. Nie jestem bestią bardzo towarzyską i zbytni tłok przeszkadza mi, a tym bardziej towarzystwo kilkudziesięciu rur wydechowych dookoła.

   Czułem więc dodatkowy dyskomfort, będąc zmuszonym do wjechania rano w centrum stolicy. Całe szczęście, że wyjątkowo nie spieszyłem się tak bardzo. Można powiedzieć, że był to pośpiech taki „akuratny". Będąc osobą niskoreaktywną, czasami muszę sobie zapewnić odpowiedni poziom napięcia, aby lepiej funkcjonować. Oczywiście doprowadzanie do sytuacji pośpiechu nie jest rzeczą za bardzo racjonalną, zwłaszcza jeśli robi to student organizacji i zarządzania, który z założenia powinien umieć zarządzać swoim czasem i efektywnie go organizować. No cóż, teoria rozminęła się po raz kolejny ze szczytnymi założeniami. Ważniejszy jest dla mnie mój komfort funkcjonowania niż założenia o nieracjonalności. Dlatego nawet jeśli nie jestem spóźniony to wytwarzam sobie „poczucie spóźnienia". Teraz powinni podnieść larum specjaliści od stresu. Jak można doprowadzać się do takiego stanu, toż to destrukcja organizmu. Na temat szkodliwości podnoszenia sobie poziomu stymulacji niech się dalej spierają teoretycy, a ja powoli zmierzam do meritum sprawy.

   Jadę przez centrum Warszawy, lekko zirytowany samym faktem tego i w poczuciu lekkiego spóźnienia. Akurat tak lekkiego, że mogę się nim swobodnie delektować i pokusić o pewną analizę. Opis tej analizy nie przekuje się na esej, bo został brutalnie przerwany przez myśl. Wielbiciele Terry Pratchetta wiedzą doskonale, że myśli to nic innego ja swobodne cząsteczki podróżujące po wszechświecie. Niestety wszechświat staje się coraz bardziej zapchany i myśli coraz mniej swobodnie przemierzają przestrzeń. Jeśli na drodze takiej cząsteczki, naukowo mówiąc: na torze orbity, pojawi się jakiś obiekt to zostanie cząsteczką trafiony. Cała zabawa polega na tym, że nie musi być to istota rozumna. Tak, tak, w swojej pysze zakładamy, że tylko my mamy genialne myśli. A tymczasem kiedy taki powiedzmy pisarz siedzi przy biurku i poszukuje tematu na nową powieść, a w głowie pustka, jego krzesło lub maszyna do pisania może przeżywać cud olśnienia tematem wspaniałej powieści. Może więc czas wsłuchać się w odgłosy najbliższego otoczenia. Zainteresowanym polecam lekturę Alchemika Paulo Coelho'a. Czas wysłuchać głosu wszechświata.

   Tyle wielbiciele Pratchetta. Zwyczajni ludzie, obyci trochę z psychologią nazywają taką sytuację wglądem. Odsyłam do jakiegokolwiek podręcznika psychologii ogólnej, jako że w tej chwili bardziej pasuje mi pierwsze wyjaśnienie.

   Moja analiza została więc przerwana przez cząstkę myśli (dla spokoju sumienia już napisze to: doznałem wglądu) i wykiełkowała w całkiem zgrabną teorię. A działo się to w czasie kolejnego czerwonego światła na Rondzie Zawiszy, obok multikolorowego hotelu, który tak pięknie pstrzy to miasto.

   Chciałbym teraz podzielić się ze wszystkimi moją cząsteczką myśli.

   Jak wiadomo, droga przez centrum jest jednym z możliwych sposobów przebycia tranzytem tej przeszkody w postaci miasta na drodze z południa na północ , lub w każdej innej kombinacji kierunków. Z wielkim bólem oddano do użytku Aleję Prymasa 1000–lecia, która ułatwia komunikację, ale natychmiast rozpoczęto jej ulepszanie, co zaowocowało utrudnieniami w ruchu dla tranzytu.

   Utrudnienia dla tranzytu, wąskie gardła komunikacyjne, złe ustawienie świateł. Czemu to ma służyć? Odpowiedzi są różne. Brak wyobraźni, brak pieniędzy, brak warunków..... itd. Z jednym zgodzić się nie mogę. To nie jest brak wyobraźni! To jest właśnie bardzo dobrze przemyślane. Z ZDM, urbanistyce, planistyce, zagospodarowaniu przestrzennym siedzi kilka osób, którzy bardzo dobrze znają się na psychologii.

   A właśnie nikt nie poszukuje w tym kierunku.

   Przytoczę więc za Aronsonem dwie bardzo ciekawe definicje:

efekt częstości kontaktów – zjawisko polegające na tym, że im częściej widzimy i kontaktujemy się z drugą osobą, tym większe prawdopodobieństwo, że zostanie naszym przyjacielem;

efekt czystej ekspozycji – zjawisko polegające na tym, że im częściej jesteśmy wystawieni na ekspozycję bodźca, tym bardziej jesteśmy skłonni ten bodziec polubić.

   I oto jest rozwiązanie zagadki!

   Po prostu Warszawa chce być lubiana. Gdyby taki kierowca tranzytowy, lun nawet mieszkaniec, przemieścił się szybko to nie doceniłby piękna stolicy. A tak jeśli będzie korzystał z dobrodziejstwa czerwonej fali na Marszałkowskiej lub Jerozolimskich, z pewnością doceni piękno i funkcjonalność Warszawy. A jeśli taki przejezdny polubi stolicy, to na pewno nie będzie zwracał uwagi na telewizyjne przepychanki wokół budżetu i ustroju Warszawy, i na jej uprzywilejowaną pozycję wśród polskich miast.

   Ma to także drugi skutek, szczególnie dla Warszawiaków. Gdyby utrudnienia w komunikacji zdarzały się sporadycznie, to spotykałyby się z ogromną dezaprobatą społeczności lokalnej, i być może byłyby egzekwowane konsekwencje na osobach odpowiedzialnych. A w obecnej sytuacji? Kto by narzekał na światła lub dziury w jezdni. Przecież to już nasi „przyjaciele", codziennie mamy z nimi kontakt i jesteśmy poddawani ich ekspozycji.

   I tak, dzień w dzień, podążając do pracy, na uczelnie lub na zakupy samochodem lub środkami komunikacji publicznej, grzęznąc w komunikacyjnym bagnie, jesteśmy poddawani nieustannemu wpływowi uroku Warszawy.

   W tej chwili, pisząc ten artykuł, uderzyła mnie kolejna cząstka wolnej myśli. Oto rozwikłała się zagadka tak wolnych postępów przy budowie metra. To jedyny środek transportu publicznego, który nie pozwala wyrabiać w ludziach miłości do miasta. A swoją drogą już kiedyś przeżywaliśmy budowanie miłości do systemu i nie udało się. Czy tym razem praktyczne zastosowanie psychologii sprawdzi się? Pożyjemy zobaczymy. Ale co to za życie w komunikacyjnej dżungli, może jednak lepiej pomyśleć o domku na wsi.

Pozdrawiam wszystkich Warszawiaków!

JACEK ZAWADZKI jest studentem III roku psychologii klinicznej w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie oraz studentem V roku zarządzania w Wyższej Szkole Zarządzania i Przedsiębiorczości im. Leona Koźmińskiego w Warszawie.

___________________________________________________________________________________________

[Strona glowna] [Temat wydania] [Aktualności] [Psychologia społeczna] [Psychologia rozwojowa] [Psychoterapia] [Z pogranicza psychologii] [Język a świat] [Magdalena Nawrocka o depresji i nie tylko] [Hipnoza] [Spojrzenia] [Informatory] [Biblioteka psychologa] [Psychologia w Internecie] [Wieści z PTP] [Spotkania i konferencje] [Projekty badawcze] [Czat] [Współpraca] [Archiwum artykułów] [Redakcja] [Akty prawne]

© Copyright by Psychologia.vel.pl Marcin Zawojski

2001 - 2005

Wszystkie prawa zastrzeżone

webmaster